Kiedy nauczyciel zaczyna bać się ucznia

Bardzo dużym problemem w szkołach staje się agresja. Młodzież pozwala sobie w stosunku do nauczycieli na coraz więcej. Młody człowiek ma na tyle rozległe prawa, że uważa nawet, iż wolno mu praktycznie wszystko. W XXI wieku nastąpił całkowity upadek autorytetów. Skoro nawet najwięksi i najbardziej zasłużeni ludzie nie wzbudzają szacunku u aroganckiego ucznia, jak ma to zrobić zwykły nauczyciel? Coraz częściej dochodzi do tego, że pedagog nie jest wcale mentorem i przewodnikiem, ale wrogiem publicznym młodzieży. Najlepiej jest go zgnębić i zniszczyć. Jeżeli nauczyciel jest wymagający i nie pozwala sobie w kaszę dmuchać, zyskuje szacunek. Jednak wynika on tylko ze strachu. Uczniowie boją się pyskować z obawy przed konsekwencjami, więc przypadki stawiania okoniem na lekcjach belfra z charakterem są rzadkie. Jednak są nauczyciele, którzy boją się przeciwstawiać młodzieży. Wtedy agresywni uczniowie w mgnieniu oka wyczuwają słabość i podporządkowują sobie nauczyciela. Na takich lekcjach panuje totalna samowolka, a zgnębiony belfer nie wie, co może w tej sytuacji zrobić. Niektórzy nauczyciele bardzo chcą być wobec młodych ludzi w porządku. Takim ludziom zależy na nawiązaniu dobrej więzi. To wprawdzie dobre podejście, jednak musi trafić na podatny grunt. Uczniowie lubią wyzyskiwać dobre serce belfrów. Czy to wszystko oznacza, że aby czegoś nauczyć, trzeba być koniecznie bezdusznym postrachem młodzieży?

Both comments and pings are currently closed.